Aromatico

Z miłości do gotowania, jedzenia i życia w ogóle

Wpisy

  • poniedziałek, 28 października 2013
    • W zawieszeniu

      Niestety. muszę to przyznać, choć długo walczyłam...: nie mam już czasu prowadzić bloga:-(

      Myślałam jeszcze niedawno, że będę w stanie jakoś to wszystko pogodzić, ale im więcej czasu mija, tym wyraźniej widzę, że nie mogę już więcej się oszukiwać...

      Zawsze kochałam gotować i jeść, i to z pewnością się szybko nie zmieni. Jednak rzeczywistość wygląda tak, że pracuję po 8-9 godzin dziennie, staram się trenować kilka razy w tygodniu, gotować najwięcej jak mogę i jeszcze (jakby mi mało było) spędzać czas z synkiem najczęściej jak mogę. Jeśli dorzucę to tego wyjazdy służbowe (a to już lada chwila), to z czegoś będzie trzeba zrezygnować.

      Dziękuję wszystkim, którzy odwiedzali mojego bloga. Zapewniam, że nie uciekam nigdzie, więc jeśli chcecie czegoś się dowiedzieć albo szukacie jakiegoś przepisu i potrzebujecie pomocy, jestem. Mój mail jest w zakładce kontakt.

      Być może za jakiś czas wrócę do pisania o tym, co kocham najbardziej, nie wykluczam. Na razie jednak zawieszam działalność...

       

      Pozdrawiam wszystkich!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „W zawieszeniu”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      viqui7
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 28 października 2013 12:09
  • czwartek, 05 września 2013
    • Jednak kocham piec ciasta!

      Kocham piec ciasta. Owszem, przyznaję:-) niektóre nawet lubię jeść:-) ze wszystkich ciast na świecie chyba najbardziej lubię tarty. Słodkie, słone, pikantne... Moja miłość do kruchego ciasta jest bezgraniczna...

      Gdybym miała wymienić inne ciasta/ desery/ słodycze, których nie potrafię sobie odmówić, to drugie i trzecie miejsce mają: kruszonka i ciasto francuskie. Do tej pory zostało mi objadanie kruszonki z ciasta i jak patrzę na Synusia, który robi dokładnie to samo, to mięknę:-) Ciasto francuskie nie było obecne w naszym domu od zawsze - z przyczyn oczywistych:-) dlatego spadło na pozycję nr 3. Oczywiście, z ogromną radością witam wszystkie wariacje na ten temat, czyli apple crumble, peach crumble, mille-feuille, croissant etc. Niestety, lubię słodkie... Im bardziej domowe albo nietypowe, tym lepiej.

      Już jakiś czas temu pisałam o blogu Joy (www.joythebaker.com), na którym szukam inspiracji do pieczenia. Tym razem wynalazłam ciasto, które ma w sobie wiele składników, które lubię: żurawinę, orzechy i ...oczywiście kruszonkę! :-)

      Oryginalny przepis znajdziecie tutaj: nie użyłam pekanów ani nie polewałam ciasta polewą.

      Umieściłam je w kategorii "dla dzieci", bo ta kruszonka uwiodła dzieci ukryte w każdym z nas:-)

      Jest idealne do kawy czy herbaty, na podwieczorek albo rodzinny piknik. Miękkie, pachnące... Polecam!

      ciasto z żurawiną i orzechami

       

      ciasto do kawy z żurawiną i orzechami (przepis na 2 placki - można upiec tylko 1/2)

      składniki:

      • 4 szklanki mąki

      • 2 szklanki cukru

      • 3 łyżeczki proszku do pieczenia

      • po 1 łyżeczce sody i soli

      • ok. 115-120 g masła, w temperaturze pokojowej, pokrojonego na kawałki

      • 2 ubite jajka

      • 1 i 1/2 szklanki świeżo wyciśniętego soku z pomarańczy

      • 2 łyżki otartej skórki pomarańczowej

      • 1 łyżka ekstraktu z wanilii

      • 2 szklanki posiekanej suszonej żurawiny (w oryginale świeża)

      • 1 szklanka posiekanych orzechów laskowych

      Kruszonka:

      • 4 łyżki zimnego masła
      • 1/2 szklanki mąki
      • 3 łyżki cukru
      • 1/2 łyżeczki cynamonu
      • 1/4 łyżeczki soli
      • 1/2 szklanki posiekanych orzechów

      Wykonanie:

      Keksówkę długą lub prostokątną formę do chleba (nieco szersza od zwykłej keksówki) smarujemy masłem. Wykładamy dno i dłuższe boki papierem do pieczenia tak, aby wystawały nieco ponad formę (będzie łatwo wyciągnąć ciasto). Znowu smarujemy masłem także papier i lekko oprószamy mąką.

      Piekarnik nagrzewamy do 180 stopni.

      W dużej misce mieszamy mąkę, cukier sodę, proszek i sól. Dodajemy masło i rozcieramy je palcami razem z mąką, aby nie było grudek. W drugiej misce mieszamy sok pomarańczowy, skórkę pomarańczową, ekstrakt waniliowy i jajka.

      Wlewamy składniki mokre do suchych i mieszamy. Dodajemy żurawinę i orzechy. Przekładamy do przygotowanej formy.

      Składniki kruszonki mieszamy w osobnej misce, najlepiej palcami i posypujemy ciasto.

      Pieczemy ok 50-60 minut. Pierwsze 15 minut studzimy w formie, potem możemy wyjąć na kratkę ciągnąc za papier.

      Najlepsze pierwszego dnia!

      Smacznego!

      ciasto z żurawiną i orzechami

       

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Jednak kocham piec ciasta!”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      viqui7
      Czas publikacji:
      czwartek, 05 września 2013 14:15
  • piątek, 12 lipca 2013
    • Wakacje 2013 - Gran Canaria

      Przez długi czas deprecjonowałam jeżdżenie na Wyspy Kanaryjskie uważając, NIESŁUSZNIE, że oprócz bycia mekką turystyki, nie mają w sobie specjalnie żadnych atrakcji. Kojarzyły mi się swego czasu bardziej z naszymi rodzimymi kurortami - wysokie ceny, przeciętna obsługa, jedzenie... tego nawet nie skomentuję... Dla kogoś takiego jak ja, zakochanego w kontynentalnej Europie i jej niesamowitych małych zaułkach pełnych smaków i zapachów, Las Islas Canarias nie prezentowały się interesująco.

      Moje podejście zmieniło się na studiach - fascynacja Hiszpanią i jej kulturą zaprowadziła mnie po przewodniki i popchnęła do szukania w internecie. Myliłam się. Nasz tegoroczny wypad utwierdził mnie w przekonaniu, że warto się było przyznać do pomyłki. Gran Canaria okazała się piękna. To, oczywiście, ocena subiektywna - ja po prostu kocham klimat gorących chodników i czarnego piasku, który parzy w stopy:-) Można by dyskutować zawzięcie nad poziomem hotelowej kuchni, ale po co? Wszystkie dania regionalne w niej przygotowane, były pyszne: ropa vieja (w wolnym tłumaczeniu stara szmata) - ciecierzyca i ziemniaki z "resztkami" mięs uduszone w genialnym sosie, sopa de pescado - aromatyczny rosół z kawałkami ryby i warzywami, mojos - typowy kanaryjski przysmak, gęste i aromatyczne sosy o różnych kolorach i wariantach, paella - choć nie aż tak typowa dla tego regionu, to jednak na niezłym poziomie, słodkie musy i wypieki... Mmm... Muszę zrobić coś z tego w domu, bo w końcu nie po to wiozłam przyprawy itp.:-)

      Mało dzisiaj więc będzie gotowania, ale za to więcej zdjęć - zaznaczę te, które zrobił Synek. Gdyby tak nie machał tym aparatem na boki, jego dorobek można by uznać za iście imponujący:-)

      San Agustin

      Mały szlak spacerowy w San Agustin, piękne widoki. Na pierwszym planie uśmiech nr 6:-)

      Puerto de Mogan

      Turystyczna miejscowość Puerto de Mogan - niesamowicie czysta woda w porcie i duuuuże kulki lodów:-)

      Puerto de las Nieves

      Chodnik wzdłuż oceanu w Puerto de las Nieves - dwa razy goniliśmy kapelutek, bo wiało niemiłosiernie, ale zjedliśmy pyszne croquetas.

      San Agustin

      kocham kaktusy:-)

      San Agustin

      San Agustin

      codzienne spacery na brzeg oceanu i mnóstwo radości z rzucania kamyków do wody:-)

      Palmitos Park

      Pierwsze z serii zdjęć z Parku Palmitos. Zwierzęta trzymane w naprawdę godziwych warunkach, za co pobierana jest nie mała opłata: nasza trójka to wydatek 66 Euro...

      Palmitos PArk

      Palmitos Park

      Ten orangutan przypomina nam kogoś ze znajomych:-)

      akwarium Palmitos

      akwarium w Palmitos

      delfinarium

      delfinarium

      storczyki

      osobny budynek w Parku dla storczyków - przepiękne gatunki. Gratka dla miłośników tych kwiatów:-)

      my

      ja i M : foto by Synuś

      kwiaty

      Drzewa w Maspalomas, po drodze do latarni morskiej - autorem jest Synek

      woda

      To zdjęcie miało chyba przedstawiać malutkie rybki pływające w wodzie tuż przy brzegu, ale skupiłam się na asekuracji Synka, żeby aparat nie wylądował w wodzie:-)

      wydmy Maspalomas

      Parque Natural de Maspalomas - las Dunas de Maspalomas, czyli naprawdę duże wydmy. Taka mała Sahara:-)

       Maspalomas

      made by Synek:-)

       Buziaki!

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      viqui7
      Czas publikacji:
      piątek, 12 lipca 2013 12:28
  • czwartek, 11 lipca 2013
    • Obiecany wcześniej wpis i sałatka "guacamole"

      Czas płynie mi wyjątkowo szybko. Odkąd zrobiło się ciepło, więcej czasu spędzamy na wycieczkach rowerowych z mało ambitnym celem: piekarnia, kiosk, McDonalds' (lody:-)) Są momenty, kiedy nie jestem wstanie ściągnąć Synka z roweru. Są też momenty, w których nawet nie reaguję na widok Synka kopiącego dziurę pośrodku trawnika: "mama, tu będzie taki garaż dla koparki". Nie wspominam o kwiatkach na balkonie Babci, które są często składnikami Synkowego "ciasta". O tak, do pieczenia ciasta jest pierwszy:-) no... drugi - zwykle ja startuję z pomysłem, a potem mam obok małego pomocnika, który przełącza mikser na szybciej-wolniej, wsypuje mąkę, wbija jajka i od czasu do czasu próbuje dodać coś od siebie (ostatnio był to sok malinowy do chleba...).

      Mam też kilka nowych postanowień "od dzisiaj":-) zaczęło się od basenu - postanowiłam chodzić regularnie 1-2 razy w tygodniu. Potem przyszedł pomysł, żeby w końcu przestać narzekać na brak czasu, którego w najbliższych latach i tak pewnie więcej nie będzie. Zaczęłam też jeść drugie śniadanie. Do tej pory moje odżywianie pod tym względem było zaprzeczeniem aktualnych tendencji - 3 razy dziennie, bez przekąsek. Coś to zmieniło? Pojęcia nie mam:-)

      Kolejne postanowienie, to wprowadzenie kilku fajnych wskazówek z ostatnio przeczytanej książki Pameli Druckerman "W Paryżu dzieci nie grymaszą". Do kupienia chyba wszędzie:-) fotka ze strony empik.com

      W Paryżu dzieci nie grymaszą

      Polecam wszystkim: jeśli nie macie jeszcze dzieci, to zawsze znajdzie się jakieś, aby móc prześledzić pewne modele zachowań:-)

      I zróbcie tą sałatkę - Synek zjadł trochę, chociaż siekana kolendra została w nieelegancki sposób wypluta na talerz:-)

      Sałatka guacamole

      składniki:

      • 1 lub 1/2 avocado
      • pomidorki cherry (10-12 szt.)
      • pół czerwonej cebuli
      • sok z 1/2 cytryny
      • kilka sztuk marynowanych papryczek zielonych
      • kilka łyżek oliwy
      • sól, pieprz
      • posiekana kolendra (opcjonalnie)

      sałatka guacamole

      Cebulę i papryczki drobno posiekać, pomidorki pokroić na połówki lub ćwiartki. Awokado wybrać łyżeczką lub pokroić w drobną kostkę. Wszystko wymieszać, doprawić i posypać kolendrą. Szybko i kolorowo.

      sałatka guacamole

      Pyszne również do domowych wrapów:-)

      sałatka guacamole

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Obiecany wcześniej wpis i sałatka "guacamole"”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      viqui7
      Czas publikacji:
      czwartek, 11 lipca 2013 12:27
  • środa, 05 czerwca 2013
    • Prosto i efektownie - kurczak

      Gdyby gotowanie było jedynym moim zajęciem, byłabym w siódmym niebie. Mogę godzinami stać przy kuchni, wybierać warzywa na targu czy zwiedzać ciekawe sklepy i delikatesy w poszukiwaniu pyszności... Tak, to moje małe marzenie:-)

      Jednak pracując 8 godzin dziennie i mając na głowie dwa wyjątkowo mięsożerne głodomory, nie zawsze udaje się parę rzeczy zrobić:-) Wszyscy wiemy, że rzadko kiedy jest wystarczająco dużo czasu na wszystko. Gratuluję serdecznie osobom, które nawołują do "zwolnienia tempa" i jeszcze udaje im się to wykonać! Mi się zdarza "wyhamować", ale najczęściej skutkiem ponownego przyspieszenia:-)

      Tak czy inaczej, DA się gotować ciekawie nawet mimo braku czasu.

      Już dawno temu odkryłam duet gorgonzola-suszone pomidory, który jest niezawodny w wielu sytuacjach: ożywia sałatki, makarony, dania mięsne, wieczorne tapas z przyjaciółmi... Dzisiaj nadziewane piersi kurczaka z sosem z gorgonzoli. I nie mówcie mi, proszę, że dzieci tego nie zjedzą. Mój prawie-4-letni synuś pochłonął mięsko w tempie Zygzaka McQueena, choć zwolnił tempo przy sałatce:-)

      Ważna uwaga: nie stresujemy się, jeśli coś nam lekko wycieknie, będzie ciut za gęste itp. I tak wychodzi pyszne!

      piersi kurczaka z sosem z gorgonzoli

      Piersi kurczaka z suszonymi pomidorami i sosem z gorgonzoli

      składniki:

      • 1 podwójna pierś kurczaka (ok 500g)
      • 4-5 szt suszonych pomidorów w oliwie
      • 2 duże lub 4 małe ząbki czosnku
      • 1 łyżeczka siekanych liści bazylii
      • 1 łyżeczka siekanych listków rozmarynu  (można zastąpić suszonym, ale lepsze świeże zioła)
      • sól, pieprz
      • czubata łyżka masła, najlepiej sklarowanego + łyżeczka wędzonej papryki
      • sos: 3 łyżki bulionu (lub wody), 50g gorgonzoli, 2 łyżki śmietany - ja użyłam 30% kremówki

      piersi kurczaka z sosem z gorgonzoli

      wykonanie:

      Piersi myjemy, osuszamy, odcinamy błonki i chrząstki. Robimy niewielkie nacięcie w najgrubszej części, nacieramy w środku solą i pieprzem.

      piersi kurczaka z sosem z gorgonzoli

      Składniki nadzienia (pomidory, zioła, czosnek) siekamy razem i mieszamy. Wpychamy do środka piersi i układamy w naczyniu żaroodpornym.

      Piekarnik z termoobiegiem rozgrzewamy do 180 stopni.

      piersi kurczaka z sosem z gorgonzoli

      Na patelni rozgrzewamy masło, dodajemy paprykę i smażymy aż zapachnie. Tym specyfikiem polewamy kurczaka przed pieczeniem. Wstawiamy do piekarnika na ok 50-60 minut. Można krócej - ja po prostu lubię wypieczone mięso, ale to kwestia gustu.

      piersi kurczaka z sosem z gorgonzoli

      !!! Nie myjemy patelni: będzie potrzebna.

      Gdy mięso jest gotowe, robimy sos: na tą samą patelnię wlewamy 3 łyżki bulionu, śmietanę, dodajemy gorgonzolę, rozgniatając ją łyżką. Gotujemy na małym ogniu aż ser się rozpuści. Sosem polewamy pokrojone na plastry mięso.

      Ja podałam z sałatką "guacamole" - przepis w następnym wpisie.

      piersi kurczaka z sosem z gorgonzoli

      Smacznego!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Prosto i efektownie - kurczak”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      viqui7
      Czas publikacji:
      środa, 05 czerwca 2013 16:19
  • piątek, 17 maja 2013
    • Nieplanowana przerwa

      Przepraszam wszystkich za długą nieobecność na blogu...

      Chciałabym móc powiedzieć, że już od dziś lub jutra będę mieć więcej czasu... Zaczęło się z początkiem kwietnia ospą Synka. 2 bite tygodnie w domu... Fakt, do opieki byliśmy na zmianę - Babcia, Tatiks, ciocia Beata.., ale i tak nie wyrabiałam się z niczym.

      Synek przechodzi teraz etap ogromnej fascynacji bajkami - trzeba go prawie nożem odcinać od telewizora:-) Wprowadzanie jakiejkolwiek innej rozrywki, typu: malowanie, wyklejanie, poznawanie literek czy budowanie z klocków gigantycznej stacji kolejowej, wymaga nie lada wysiłku oraz użycia podstawowych technik perswazyjnych, jakimi dysponuje każdy rodzic:

      - próba logicznej argumentacji "Synku, jak się długo ogląda telewizję, to się oczki męczą i psują i potem trzeba nosić okulary"

      - delikatne sugestie "skarbie, oglądasz już 1,5 godziny, to może teraz chwilkę się pobawimy, a potem znowu włączymy"

      - przekupstwo "kochanie, jak porobimy teraz te kolorowe ćwiczenia, to włączę Ci Dorę"

      - szantaż "jeśli nie przyjdziesz zaraz do mnie, to koniec na dziś z bajkami"

      - groźba " Wyłączam!"

      A potem 1-2 minuty histerii, i wracamy do normalności:-)

      W gruncie rzeczy znam całą masę rodziców, którzy by dziękowali Bogu i wszystkim innym za dziecko, które im nie przeszkadza, tylko siedzi cicho przed telewizorem. Ale nie ja, no skąd. Bo ja mam chorą potrzebę szeroko pojętego rozwijania dziecka, czasem trochę na siłę. Wierzcie mi - staram się z tym walczyć i nie przesadzać, bo nie uważam, żeby mój 4-latek musiał już czytać, pisać i znać się na zegarku:-) Ale cały dzień bajki? - na pewno NIE.

      Tak czy inaczej, wszystkie trudności ostatnich dni sprawiły, że w kuchni postawiłam na prostotę  i lekkość:-)

      Ukochane śniadanie synka to kulki z mlekiem (wiem, wiem, cukier itp....) albo moje leniwe:-)

      Mój wybór na śniadanie: zwykle owsianka albo.... takie kanapeczki, jak niżej:

      śniadanie I

      Przepis? Kwestia gustu.

      Śniadanie I - bułeczka orkiszowa z kozim serem, pomidorkami i bazylią

      potrzebne nam są:

      • bułeczka orkiszowa (1 lub 2)
      • masło
      • ser rolada kozia lub inny, który lubimy
      • pomidorki
      • bazylia

      Pieczywo kocham w 3 formach: świeże, tostowane lub zeschnięte (zostawiamy kromkę czerstwego chleba na blacie do wieczora). To ostatnie, to takie rodzinne zboczenie - moja mama jest dokładnie taka sama:-)

      Te bułeczki upiekłam sama - jak dopracuję przepis, to podam na blogu, bo na razie to pieczenie na oko:-)

      A więc tostuję bułeczkę i jeszcze ciepłą smaruję cienko masłem. Czekam aż się roztopi i wsiąknie w miękisz bułeczki. Potem kładę pokrojony kozi ser i przekrojone na pół pomidorki. Na to bazylia, sól, pieprz.

      Takie śniadanie od razu poprawia mi humor:-)

      śniadanie I

      Miłego dzionka wszystkim!

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      viqui7
      Czas publikacji:
      piątek, 17 maja 2013 09:36
  • czwartek, 18 kwietnia 2013
    • Wreszcie wiosna!

      Strasznie długo nie było mnie na blogu... Nawał pracy nie był nawet aż tak ogromny, ale już ospa synusia rozłożyła na łopatki absolutnie wszystkie nasze plany... Dobrze, że cudem z nieba spadła nam pani B., która synusiem może zająć się 3 dni w tygodniu. Bez tego byłoby.... no cóż... beznadziejnie... Musieliśmy o tydzień przesunąć mały wyjazd, który był już od dawna zaplanowany - odwiedziny u cioci w Hamburgu. Niby blisko, a rzadko ją odwiedzamy.

      Tę niezbyt ciekawą sytuację zdrowotną rozjaśniły (dosłownie) promienie słońca - wreszcie zrobiło się ciepło! bardzo tęskniłam za ciepłem. JEszcze tylko trochę upałów i będę w siódnym niebie:-) Zauważyliście, że upał ma zapach? Taki lekko słodki, może trochę "chodnikowy"... Już niedługo...

      Z naszej kuchni jeszcze nie do końca zniknęły zimowe dania i przetwory - w końcu na nowalijki musimy jeszcze chwilkę poczekać. Zwykle nie kupuję tych pierwszych, dopiero po jakimś czasie skuszam się na młodą włoszczyznę i inne pyszności.

      Na razie dodaję więc do naszych posiłków inne kolory - np. żółty i pomarańcz:-) Z małej dyni butternut zrobiłam pyszną zupę. Będzie zdecydowanie lepsza na kolację lub chłodniejszy wieczór:-)

      zupa z dyni i karmelizowanej cebuli

      Zupa z dyni z karmelizowaną cebulą

      składniki:

      • 1 duża cebula
      • ok. 700g dyni obranej i pokrojonej w kostkę
      • 1 ziemniak
      • 1cm korzenia imbiru
      • ok 700ml bulionu (u mnie warzywny)
      • 100 ml śmietany 18%
      • przyprawy - sól, pieprz, chilli, bazylia świeża
      • 1-2 łyżki oliwy

      wykonanie:

      Cebulę siekamy i karmelizujemy na oliwie na małym ogniu. Karmelizowanie cebuli trwa dłużej niż jej smażenie - chodzi o to, aby stopniowo lekko brązowiała (nie wolno przypalić!) wolno smażona na małym ogniu. Do tej zupy wystarczy jakieś 15-20 minut zajmowania się cebulą - mieszania co jakiś czas. Po tym czasie dodajemy posiekany lub starty imbir i smażymy razem 2-3 minuty.

      W większym garnku gotujemy dynię i ziemniaka w bulionie do miękkości. Dodajemy cebulę, gotujemy jeszcze 5 minut. Odstawiamy do lekkiego ostudzenia i dodajemy śmietanę. Miksujemy blenderem - ja użyłam ręcznego.

      Przyprawiamy solą, pieprzem, chilli i listkami bazylii do smaku.

      Na zdjęciu z chlebem z suszonymi pomidorami z tego przepisu.

      zupa z dyni i karmelizowanej cebuli

      Smacznego!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      viqui7
      Czas publikacji:
      czwartek, 18 kwietnia 2013 09:42
  • wtorek, 26 marca 2013
    • A może jednak sernik?

      Już dawno miałam wypróbować jeden przepis. Ciągle były inne, bardziej "naglące", ale teraz to już po prostu musiałam - w końcu zbliża się Wielkanoc!

      Kolejny rok Święta mnie zaskakują. Jest wtorek, a ja prawie nie mam zrobionych zakupów (prawie, bo zrobiłam zapas wody mineralnej:-)). Dzisiaj rano nastawiłam pierwszy w życiu zakwas na chleb i drugi na żurek. Zobaczymy, czy wyjdą - wcześniej przetrenowałam tylko zakwas buraczany. Mam plan, żeby upiec chleb na zakwasie, który widziałam w marcowej KUCHNI. Jak wszystko pójdzie dobrze, to znajdzie się na blogu. Jak nie, to... potrenuję w końcu się uda!

      Weekend obfitował w ciasta, których przepisy zapomniałam zanotować. Piekłam tak po prostu - drożdżowy placek z jabłkami i marcepanem, posypany kruszonką, ciastka maślane, babkę drożdżową nasączoną syropem cytrynowym... Nieśmiało zaczęłam robić plany, co zjemy w te wolne dni. Na pewno jajka - Wielkanoc to czas, kiedy pochałaniam ich niesamowite ilości. Wybieram się też z aparatem do A., naszego nadwornego speca od jajek faszerowanych, tych smażonych w skorupkach z chrupiącą panierką z bułki. Babkę upiekę sama. Waham się,czy zrobić zwykłą, czy może gryczaną. Nad tym pomyślę:-) Żurek z białą kiełbasą - obowiązkowo. Może jakaś rolada z piersi indyka zamiast kupionej wędliny i na 100% pasztet - też własny.

      To plany. A rzeczywistość pokaże, co się uda zrealizować:-)

      sernik czekoladowo-kawowy

      Na razie pomyślałam, że zrobię jakiś wyjątkowy sernik - przepis na niego pochodzi od Liski, która z kolei wypróbowała go w Barcomi's Deli (tag Berlin). To pyszne ciasto, ale ciężkie od czekolady i tłustego serka. Słodki smak złamany kwaskowatym dżemem na wierzchu... Wychodzi duuuża porcja - spokojnie na rodzinne spotkanie przy stole.:-)

      sernik czekoladowo-kawowy

      Sernik kawowo-czekoladowy z Barcomi's Deli

      Spód:

       - 90 g mielonych sucharów (ewetualnie niezbyt słodkich herbatników)
       - 75 g zmielonych migdałów lub orzechów laskowych (wcześniej uprażonych)
       - 60 g miękkiego masła
       - 2 łyżeczki kakao
       - 75 g stopionej ciemnej czekolady

      Masa:

      - 200 ml śmietany 30%
      - 3 łyżki mocnego espresso
      - 3 łyżki kakao
      - 1/4 łyżeczki soli
      - 470 g ciemnej czekolady, drobno pokrojonej
      - 165 ml śmietany kremówki 30%
      - 80 ml amaretto (dałam likier kawowy)
      - 870 g sera Philadelphia
      - 200 g cukru
      - 4 jajka

      Do polania wierzchu: dżem o kwaskowym smaku - dałam z czerwonej porzeczki

      wykonanie:

      Miksujemy wszystkie składniki spodu. Wylepiamy nimi spód formy ( u mnie blacha ok.20x30cm wyłożona papierem do pieczenia). Piekarnik rozgrzewamy do 190 st i pieczemy 9 minut.
      Zmniejszamy temperaturę do 180 st.C i wyjmujemy formę ze spodem.

      200 g śmietany, espresso, kakao i sól podgrzewamy w garnuszku aż do połączenia składników.
      Dodajemy do ciepłej masy czekoladę, resztę śmietany i likier.  Mieszamy, ale już bez gotowania.
      W mikserze miksujemy ser, cukier i jajka. Kiedy masa będzie gładka, dodajemy stopniowo masę czekoladową i miksujemy do połączenia składników.
      Masę wlewamy na podpieczony spód i pieczemy 60 minut.
      Po upieczeniu trzeba piekarnik wyłączyć, uchylić lekko drzwiczki i tak zostawić do wystudzenia.
      Przed podaniem powinien odstać minimum 4 godziny.
      Dżem delikatnie podgrzać i polać nim wierzch. Można go zmiksować, ale jeśli jest w miarę gładki, to nie jest to konieczne. Odstawić do zastygnięcia.

      sernik czekoladowo-kawowy

      Smacznego!

      sernik czekoladowo-kawowy

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „A może jednak sernik?”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      viqui7
      Czas publikacji:
      wtorek, 26 marca 2013 09:20
  • czwartek, 21 marca 2013
    • Pierwszy dzień wiosny i przepis na Wielkanoc

      Wyglądaliście dzisiaj przez okno? W końcu dzisiaj dzień wagarowicza, pierwszy dzień wiosny (zawsze mylę astronomiczną z kalendarzową...), pierwszy dzień kolejnego roku mojego życia... Chyba nie chciałoby mi się wagarować dzisiaj.. no... może w domu pod ciepłym kocem, z kubkiem herbaty i kolejnym odcinkiem "Sherlocka" BBC...

      W przedszkolu u Synusia królują kolorowe kwiatki z bibułki, ptaszki przyczepione do gałązek i pastelowe akcenty w oknach. Tak trzymać - może uda się zaczarować Wiosnę i nareszcie przyjdzie:-)

      Rzut oka na kalendarz przypomniał mi, że już zaraz święta. Jestem nieprzygotowana zupełnie. Na szybko wyciągaliśmy wczoraj ozdoby wielkanocne. Synuś uciekł do swojego pokoju razem z wielkim, kolorowym porcelanowym jajem - jakby nie mógł zabrać czegoś mniej tłukącego... Zamiast postawić je na widoku, wepchnął je głęboko na półkę i oznajmił radośnie, że tak ładnie postawił:-) I niech ma. Wolę to niż wyrywanie mi z ręki aparatu "mama, ja chce lobić zdjęcia!!!".

      Zawsze się spóźniam z przepisami, ale nie dziś. Specjalnie zrobiliśmy (Synuś pomagał) paschę. Robimy ją już od kilku lat, trenując różne przepisy. Mam już nawet kilka doniczek, któe służą do tego celu i zapas gazy:-)

      Pascha to deser wyjątkowy. Nie tylko dlatego, że typowo świąteczny. Bardzo ważne są dobrej jakości składniki - nie "jakieś" jajka, tylko świeże, i najlepiej "0" lub "1", nie jakiś ser, tylko tłusty, idealny byłby prawdziwy wiejski twaróg śmietankowy, dużo bakalii... Ale pascha nie jest trudna. I nie jest specjalnie czasochłonna. Można ją zrobić na zwykłym sitku lub doniczce. Można dodać to, co lubi się najbardziej - żurawinę, rodzynki, figi, daktyle, kandyzowany imbir...

      pascha

      Sami zobaczcie i koniecznie spróbujcie:-)

      PASCHA (przepis Marka Łebkowskiego, nieco zmieniony) na 3 małe doniczki, wys. ok 10-12cm

      składniki:

      • 3/4 kg białego sera (tłusty, zwarty, w żadnym razie nie z wiaderka)
      • 5 żółtek
      • 250g cukru pudru
      • skórka otarta z 1 pomarańczy, sparzonej i wyszorowanej
      • 200ml śmietanki kremowej 30%
      • 1/2 laski wanilii
      • niepełna szklanka rodzynek
      • niepełna szklanka suszonej żurawiny
      • 100 g miękkiego masła (pokroiłam je na kostki ok 1,5cm i lekko podgrzałam na patelni)
      • garść płatków migdałowych

      pascha

      wykonanie:

      Rodzynki i żurawinę umyć i osączyć na sitku. Z wanilii wyskrobać ziarenka, a pozostałą część drobno posiekać. Żółtka utrzeć z cukrem na puszystą masę, przełożyć do garnka. Dodać śmietankę i wanilię i podgrzewać na małym ogniu częto mieszając. Doprowadzić prawie do zagotowania, ale nie gotować. Zdjąć z ognia. Na suchej patelni uprażyć migdały, aż się zrumienią i zapachną.

      pascha

      Masło rozetrzeć w dużej misie. Nie robiłam tego mikserem, tylko ręcznie, okrągłym tłuczkiem do ziemniaków:-) dodawać partiami ser i dokładnie ucierać. Wlewać poo trochu śmietankę z żółtkami, cały czas ucierając. Dodać bakalie i skórkę. Wymieszać. Dodać uprażone płatki migdałowe.

      pascha

      Wilgotną gazą wyłożyć doniczki. Wkładać masę serową, zawijać gazę u góry tak, aby przykryła masę. Obciążyć od góry talerzykiem i czymś ciężkim (słoik z  zawartością, książka - tak, zdarzało się i tym:-)). Ustawić na talerzyku lub miseczce, aby spłynął nadmiar serwatki.

      pascha

      pascha

      Wstawić do lodówki na min. 12 godzin, ja zwykle staram się tak trzymać ok. doby.

      Po wyjęciu z formy zdjąć gazę i przybrać czym mamy chęć - pokrojoną smażoną skórką pomarańczową, wiśniami, figami...

      pascha

      Smacznego!

      !!! Tutaj żółtka nie są surowe, więc bezpieczniejsze dla dzieci i nieco dłużej przetrzymają w lodówce. Chociaż... pewnie i tak szybko zniknie wszystko:-)

      pascha

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „Pierwszy dzień wiosny i przepis na Wielkanoc”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      viqui7
      Czas publikacji:
      czwartek, 21 marca 2013 14:17
  • wtorek, 19 marca 2013
    • urodzinki

      Niedawno świętowaliśmy urodzinki M. Synek pomagał w robieniu biszkoptu:-) Nie zwalam na niego, ale hmmm, zwykle biszkopty miały  min 5 cm grubości, a ten wyszedł taki jakiś bliżej 2,5cm... Niby mówiłam "kochanie, nie wsypuj jeszcze, powoli...", ale... no cóż. Nieważne.

      Daliśmy furę kremu i wyszło i tak super:-) a zielone palce od farbowania marcepanu  - bezcenne:-)

      tort urodzinowy

      Tort czekoladowo-śmietanowy z limonką i ganache

      biszkopt (przepis stąd):

      Składniki biszkoptu:

      • 5 jajek
      • 3/4 szklanki cukru
      • 2/3 szklanki mąki pszennej (tortowej)
      • 1/3 szklanki kakao

      Wszystkie składniki powinny być w temperaturze pokojowej.

      Mąkę i kakao wymieszać, przesiać.

      • Białka oddzielić od żółtek, ubić na sztywną pianę. Pod koniec ubijania dodawać po trochu cukier, łyżka po łyżce, nie przerywając ubijania. Dodawać po kolei żółtka, nadal ubijając.

      Do masy wsypać suche składniki. Delikatnie wmieszać szpatułką do ciasta, by składniki się połączyły. Ważne jest, aby ruchy były raczej pionowe, a nie poziome - to zachowa powietrze w cieście.

      Tortownicę o średnicy 20 - 22 cm wyłożyć papierem do pieczenia (samo dno), nie smarować boków. Delikatnie przełożyć ciasto. Piec w temperaturze 160 - 170ºC przez około 35 - 40 minut lub do tzw. suchego patyczka.

      Gorące ciasto wyjąć z piekarnika, z wysokości około 60 cm upuścić je (w formie) na podłogę. I rzeczywiście rzuciłam :-) Odstawić do uchylonego piekarnika do wystudzenia.

      Wystudzony, przekroić na blaty. Mi się udało zrobić dwa:-)

      do nasączenia:

      • sok z 2 limonek
      • 0,5 szkl cukru
      • 0,5 szkl wody

      Robimy syrop, zagotowując składniki. Jeśli jest nieco zbyt gęsty, dolewamy wody.

      składniki kremu:

      • ok. 1 szklanki zimnej śmietany kremówki
      • 1 op. mascarpone (250g)
      • cukier puder - 5-6 łyżek lub tyle, aby krem nam smakował
      • sok z 1 limonki

      Krem robi się łatwo - ucieramy mascarpone z sokiem i cukrem aż będzie gładkie. Śmietankę ubijamy na sztywno i delikatnie, stopniowo, mieszamy z mascarpone.

      do przełożenia:

      • konfitura ze śliwek lub malin - ok 1/2 słoika

      Przekrojony biszkopt smarujemy zmiksowaną konfiturą.

      ganache (przepis z Tartine):

      • 450g gorzkiej czekolady
      • ok. 450ml-500ml śmietanki kremowej 30%

      Połamaną czekoladę wkładamy do żaroodpornego granuszka lub miski. Kremówkę podgrzewamy prawie do zagotowania i natychmiast zalewmy nią czekoladę. Mieszamy aż czekolada się rozpuści i utworzy kremową, gładką i błyszczącą masę.

      ozdoby:

      zrobione z rozwałkowanego marcepanu - wałkujemy na blacie podsypanym cukrem pudrem. Wcześniej dodalismy nieco zielonego barwnika:-)

      !!!Przekrojony biszkopt nasączamy syropem limonkowym,  smarujemy konfiturą, potem 2/3 kremu, przykrywamy drugim blatem, który od góry nasączamy. Całość lekko smarujemy pozostałością kremu i polewamy wystudzonym ganache.

      I do lodówki, żeby trochę się przegryzło:-)

      tort urodzinowy

      smacznego!

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      viqui7
      Czas publikacji:
      wtorek, 19 marca 2013 11:27
  • poniedziałek, 18 marca 2013
    • Wpis bez tytułu

      Namiętnie kupuję ciasto francuskie. Przeczytałam kiedyś na którymś z blogów, że autorka zawsze pakowała do koszyka ciasto francuskie, a 1-2 dni przed upływem jego terminu ważności kombinowała, co tu by z tego zrobić - zwykle wychodziło coś pysznego.

      Pamiętam, że uśmiałam się czytając to - u mnie jest podobnie. Zawsze, gdy robię jakieś większe zakupy, ciasto francuskie to pozycja obowiązkowa. Ostatnio trenowaliśmy wersję "placka" Joy z różnymi nadzieniami - niedługo pokażę na blogu. Ale tym razem chciałam czegoś mocno aromatycznego, doprawionego, z charakterem i... oczywiście... za ciastem francuskim:-)

      Uwielbiam mięsko pieczone pod ciastem - nie wysycha, "gotuje" się razem z dodatkami i nawilża ciasto w niesamowity sposób. Spróbujcie sami:-)

      polędwiczka pod ciastem

      Polędwiczka mocno "wędzona" pod ciastem

      składniki:

      • 1 polędwiczka wieprzowa 0,5-0,6 kg
      • marynata - ocet balsamiczny
      • 200g pieczarek - myjemy, odcinamy końce i kroimy na połówki lu ćwiartki
      • 3 średnie cebule - obieramy i kroimy w piórka

      Polędwiczkę kroimy na 2 -3 większe kawałki, nacieramy octem balsamico. Zostawiamy na kilkanaście minut. Mieszamy z cebulą i pieczarkami. Tak możemy zostawić na dłużej - nawet kilka godzin.

      polędwiczka pod ciastem

      potem:

      • 1 łyżka musztardy ziarnistej
      • łyżeczka wędzonej papryki
      • 4 łyżki oliwy z oliwek
      • 2 łyżki syropu klonowego (lub miodu)
      • 10-12 suszonych śliwek
      • ciasto francuskie 1 op. ok. 400g (jeśli mrożone, to rozmrozić w lodówce i je tam trzymać)
      • żółtko wymieszane z łyżeczką wody - do posmarowania ciasta

      Mieszamy wszystkie pozostałe składniki z wyjątkiem ciasta:-) Polędwiczkę kroimy na plastry ok 2 -3 cm. Łączymy wszystko razem. Piekarnik nagrzewamy do 180ºC z termoobiegiem lub ok 200 stopni, jeśli bez. Przekładamy mięso wymieszane z przyprawami i warzywami do naczynia.

      polędwiczka pod ciastem

      Ciasto rozwijamy i dopasowujemy kształt do kształtu naczynia. U mnie zostało trochę, więc wycięłam gwiazdki:-) brzegi ciasta dobrze wpychamy do dołu tak, aby ciasto stworzyło dość szczelną "pokrywkę". Możemy brzegi docisnąć widelcem. Smarujemy glazurą, robimy kilka dziurek w cieście, aby mięso miało odrobinę powietrza i żeby ciasto nam nie uciekło:-)

      polędwiczka pod ciastem

      Pieczemy ok 1h- 1h 10 min.

      Smacznego!

      polędwiczka pod ciastem

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      viqui7
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 18 marca 2013 08:53
  • niedziela, 10 marca 2013
    • Drożdżowe ślimaczki

      Nie ustaję w próbach zrobienia kształtnych ślimaczków drożdżowych. W ogóle ostatnio dużo w kuchni u mnie wypieków na drożdżach. Zwykle używam świeżych, chociaż przy pieczeniu chleba stawiam na te w saszetkach. Ponoć są bardziej przewidywalne:-)

      Moja mama nie piekła drożdżowego. Ubolewam, ale zawsze twierdziła, że "nie ma ręki" do tego. Być może - trudno mi nawet cokolwiek ocenić. Fakt, że zawsze ratowała różne moje wymysły kulinarne, świadczy raczej o czymś przeciwnym, ale... Nie każdy musi mieć w rodzinie kulinarnego przewodnika, który wszystko mu pokaże, nauczy i jeszcze wyciągnie magiczny notes, w którym ma zapisane rodzinne przepisy na wszystko:-)

      Ostatni czas to także okres mojej fascynacji kardamonem. Jego zapach działa na mnie niesamowicie pobudzająco i napełnia mnie jakimś dziwnym optymizmem. Nie mogło więc go zabraknąć i w tym przepisie.

      drożdżowe ślimaki z suszonymi owocami

      Drożdżowe ślimaki pszenno-orkiszowe ze słodkim nadzieniem z suszonych owoców

      składniki:

      • 650g mąki (350g pszennej i 300 orkiszowej białej)
      • szklanka 220ml mleka
      • 100g masła - roztopić i ostudzić
      • 100g drobnego białego cukru
      • 2 jajka + 1 do posmarowania wierzchu
      • 40g drożdży
      • 1/2 łyżeczki soli
      • 1 czubata łyżeczka utartych w moździerzu ziarenek kardamonu

      składniki nadzienia:

      • 100 g suszonych owoców, mieszanki keksowej lub rodzynek
      • 1 łyżka masła
      • 1 łyżka cukru
      • kilka czekoladek nadziewanych marcepanem - pokrojonych drobno lub startych na tarce

      Wykonanie:

      Masło roztapiamy i zostawiamy do ostudzenia. Obydwie mąki wsypujemy do misy miksera, dodajemy sól. Drożdże rozkruszamy do drugiej miski, zasypujemy płaską łyżką cukru, zalewamy letnim mlekiem i dodajemy 4 łyżki mąki - to będzie nasz zaczyn. Pozwalamy mu 15min odpocząć i podrosnąć. Potem wlewamy go do mąki, dodajemy resztę składników i zagniatamy dość zwarte ciasto. Gdyby było zbyt klejące, trzeb lekko podsypać mąką, jeśli za rzadkie, dolać odrobinę mleka. Wkładamy do miski, przykrywamy ściereczką lub folią i zostawiamy do wyrośnięcia (podwojenia objętości) - ok, 1,5h .

      drożdżowe ślimaki z suszonymi owocami

      drożdżowe ślimaki z suszonymi owocami

      Masło do nadzienia roztopić, ostudzić. Składniki nadzienia wymieszać. Blachę 20x30 cm wykładamy papierem do pieczenia.

      Wyrośnięte ciasto wyrabiamy ok 1 min, potem rozwałkowujemy na lekko podsypanej mąką powierzchni. Smarujemy lekko masłem, zostawiając po bokach ok 1,5cm suchego ciasta. Rozkładamy nadzienie i zwijamy. Następnie kroimy na plastry 2-3 cm i układamy w blaszce jeden obok drugiego. Zostawiamy na ok 20 min - w tym czasie piekarnik nagrzewamy do 190-200 stopni. Smarujemy drożdżówki roztrzepanym jajkiem. Pieczemy ok 25-30 minut. Jeśli za bardzo się rumieni, przykrywamy folią alu.

      drożdżowe ślimaki z suszonymi owocami

      Super do odrywania. :-)

      drożdżowe ślimaki z suszonymi owocami

      Smacznego!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      viqui7
      Czas publikacji:
      niedziela, 10 marca 2013 17:18
  • wtorek, 26 lutego 2013
    • Kiedy wreszcie będzie wiosna...

      Chcę znowu biegać z Synkiem po trawie i jeździć do przedszkola na rowerze, grać w piłkę i budować zamki z piasku. Chcę iść nad Wisłę nazbierać gałązek wierzbowych... Chcę w końcu przemalować na inny kolor korytarz i otworzyć drzwi tarasu na całą szerokość, wdychać ostre i rześkie powietrze...

      Kiedyś czytałam coś w rodzaju kawału - niby pamiętnik "miastowego", który wyprowadził się w góry, bo tak się zachwycał "majestatycznymi drzewami" i wszechogarniającą ciszą. Czasem przypominam to sobie, gdy dorzucam kolejne kawałki drewna do kominka: jak tego nie zrobię, będzie w domu zimno. Taki swoisty urok ogrzewania kominkiem. Pierwszy rok byliśmy z siebie tacy dumni, że kilka drewienek i w domku ciepło - niby tak w zgodzie z naturą i tak samodzielnie itd. Niezależni od elektrowni, elektrociepłowni i innych instytucji. Same zalety, tak? I ... może niech tak zostanie, bo czasami warto zachować złudzenia o iskierkach wesoło tańczących przed naszymi oczami:-)

      Chcę już wiosnę! Wykrakałam chyba jednym z moich wpisów powrót zimy... Na poprawę humoru stosujemy terapię cukrową - pieczemy i zjadamy ze smakiem:-)

      Zdjęcia są zrobione w ciągu 3 dni: drożdżówki z jabłkiem posmakowały tak bardzo, że zrobiliśmy je 2 dni później w opcji z serem:-)

      drożdżówki z serem

      Drożdżówki z jabłkiem/ serem (ok. 10 szt.):

      składniki:

      • 500g mąki pszennej
      • ok. 30 ml soku z mandarynek lub pomarańczy
      • 180ml mleka+ 1 łyżka do glazury
      • 1 łyżka miodu
      • 2 jajka + jedno żółtko do glazury
      • 90g masła
      • 80g cukru
      • 40g świeżych drożdży

      składniki nadzienia:

      opcja 1 (jabłko): 1 duże jabłko obrane i pokrojone na 1cm kawałki + 2 czubate łyżki przecieru* z jabłek

      *jeśli nie mamy przecieru, używamy 2 dużych jabłek, obranych i pokrojonych, zasypanych 1 łyżką cukru i łyżeczką cynamonu

      opcja 2 (ser): 200 g białego sera lub twarogu, niezbyt tłustego, 2 łyżki cukru pudru, 1 duże żółtko  - twaróg przetrzeć przez sito lub dobrze ugnieść widelcem, wymieszać z żółtkiem i cukrem

      drożdżówki z jabłkiem

      wykonanie:

      Najpierw robimy zaczyn: mieszamy rozkruszone drożdże z 2 łyżeczkami cukru i 5 łyżkami mleka. Odstawiamy na ok. 10 min aż "ruszy". W międzyczasie na niewielkim ogniu rozpuszczamy w garnuszku pozostałe mleko z miodem i masłem, studzimy wkładając garnuszek do większego naczynia z zimną wodą. Mąkę przesiewamy do dużego naczynia, dodajemy cukier, mieszamy. Robimy dołek i wlewamy rozczyn. Zaczynamy zagniatanie, najlepiej mikserem z mieszadłem hakowym. Dodajemy jajka, ostudzone mleko z masłem i miodem i sok. Zagniatamy 5-10 minut, aż ciasto stanie się elastyczne i zacznie odchodzić od rąk/ ścianek miski. W razie potrzeby można delikatnie podsypać mąką.

      Odstawiamy, przykryte w misce folią, aż podwoi objętość - ok 1h.

      Potem lekko zagniatamy, wyjmujemy, odrywamy kawałki wielkości małych bułeczek, spłaszczamy, na środek nakładamy łyżkę nadzienia i "zamykamy" ją ciastem w środku.

      Układamy na blasze wyłożonej papierem do pieczenia, w odstępach. Jeśli się zlepią podczas wyrastania lub pieczenia - nic nie szkodzi:-) Przykrywamy ściereczką i zostawiamy aż lekko podrosną - na jakieś 20-25 minut.

      Piekarnik rozgrzewamy do 190ºC. Żółtko mieszamy z łyżką mleka. Jeśli chcemy, robimy kruszonkę: 2 łyżki mąki, 2 łyżki cukru, łyżka masła, łyżeczka cynamonu.

      Wyrośnięte drożdżówki smarujemy glazurą, posypujemy kruszonką i pieczemy ok 20 minut.

      drożdżówki z jabłkiem

      Smacznego!

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Kiedy wreszcie będzie wiosna...”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      viqui7
      Czas publikacji:
      wtorek, 26 lutego 2013 10:17
  • poniedziałek, 18 lutego 2013
    • Moje pierwsze bajgle

      Jest tyle pysznych potraw, których jeszcze nie jadłam albo które jadłam tylko raz i chciałabym jeszcze i jeszcze... Mam całą listę przepisów do wypróbowania, do zrobienia znowu i takich, które jeszcze muszę gdzieś znaleźć.

      Uwielbiam bajgle. Kiedyś raz jadłam je w Nowym Jorku, ale wtedy zupełnie nie doceniłam - jak się ma 15 lat i odwiedza NY, to jest milion rzeczy bardziej istotnych niż jedzenie:-) W zeszłym roku jadłam genialne bajgle w Berlinie, pisałam o tym tutaj. Czasem kupiłam je w Nowakowskim, ale cena trochę mnie powstrzymuje - 2 zł/ szt. Dużo i mało.

      Chyba po prostu podoba mi się okrągłe pieczywo z dziurą w środku. Głupio zabrzmiało? Cóż, ale tak właśnie jest:-) W Hiszpanii z zapamiętaniem przeszukuję menu barów w poszukiwaniu roscas - okrągłych chlebków zapiekanych z nadzieniem: kurczakiem, szynką, serem, pomidorami. Z wierzchu chrupiące, w środku mięciutkie i gorące, z rozpływającym się w ustach nadzieniem... Mmmm...

      bajgle

      W końcu zmierzyłam się z bajglami wg przepisu Nigelli. Wyszły nierówne - to efekt mojego kompleksu "Trzeba-Wszystko-Jak-Najszybciej". Nigdzie mi się nie spieszyło, a jednak zamiast spokojnie i powoli wyrobić i uformować, to ja jakby mnie ktoś gonił...:-)

      Ale ważne jest to, że wyszły tak, jak trzeba, jeśli chodzi o smak: chrupiące z zewnątrz, mięciutkie i lekko "gumowe" wewnątrz. Pycha!

      

      Bajgle (ok. 15 szt.*)

      składniki:

      • 1kg mąki pszennej chlebowej i trochę do zagniatania ciasta
      • 1 łyżka soli
      • 7g drożdży suchych lub 15g świeżych
      • 2 łyżki cukru
      • 1 łyżka oleju i trochę do natłuszczenia blachy
      • 500ml ciepłej wody (lub trochę więcej)
      • 2 łyżki słodu lub cukru do gotowania bajgli

      *zrobiłam z połowy porcji - wyszło 8.

      bajgle

      bajgle

      W misce wymieszać mąkę, sól i drożdże. W drugiej misce wymieszać wodę z cukrem i olejem. Zrobić wgłębienie w mące i wlać składniki płynne, mieszając drewnianą łyżką. Zagnieść ręcznie lub mikserem z hakiem, dodając po trochu mąki. Chodzi o to, by ciasto nie było zbyt wilotne. Po ok 10 minutach ciasto stanie się gładkie i elastyczne, choć na początku będzie twarde i trudne do wyrabiania.

      |Formujemy kulę, wkłądamy do wysmarowanej olejem miski, obracamy, by całe pokryło się warstewką oleju. Przykrywamy folią i odstawiamy do wyrośnięcia na ok godzinę. Jak ładnie wyrośnie, uderzamy w nie pięścią, potem zagniatamy chwilę i dzielimy na 3 (lub 2 - jeśli z połowy) części. Z każdej toczymy wałek, potem kroimy go na 5 części (lub 4- jeśli z połowy). Z każdego kawałka formujemy w dłoniach kulę, a potem wałeczek i zwijamy go w kółko. Ja uformowałam kulę, lekko spłaszczyłam, a potem włożyłam w środek palec i kręciłam bajglem aż utworzył się otwór.

      Zagotować wodę w garnku i dodać cukier. Garnek musi być w miarę duży i nie musi być bardzo wysoki.

      bajgle

      Rozłożyć bajgle na natłuszczonej blasze, przykryć ściereczką i odstawić na 20 minut. Rozgrzać piekarnik do 230ºC.

      Kiedy bajgle podrosną, wrzucać je na wrzątek po kilka sztuk, gotować minutę, potem przekręcać na drugą stronę i znowu gotować minutę. Ugotowane wyjąć łyżką cedzakową i ułożyć na blasze w odstępach.

      Piec 10-15 minut, aż abiorą złotego koloru.

      Potem już tylko kroić na pół i faszerować czym się da:-)

      smacznego!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      viqui7
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 18 lutego 2013 16:08
  • środa, 06 lutego 2013
    • Zima, zima i po zimie:-) i szarlotka na osłodę dnia!

      Za oknem topnieją resztki śniegu. Jeszcze niedawno było tak:

      zima 2013

      Mam nadzieję, że już teraz nie będzie trzeba martwić się kolejną połamaną łopatą. Co roku "wykańczam" jedną:-) Synuś znajduje w ogrodzie patyki i dziubie nimi resztki śniegu, że niby "odśnieża". Wraca do domu mokry od stóp do głów.

      zima 2013

      zima 2013

      Cieszę się na Tłusty Czwartek, chociaż postanowiłam trochę zrzucić zimowych kilogramów. Nie wiem, jak to działa, ale w tym roku po zimie jest ich jakby więcej niż w poprzednim:-) Obiecałam sobie ograniczyć słodycze do czasu moich urodzin w marcu. Czyli cel w miarę realny:-)

      Moja chęć do pracy rośnie wprost wproporcjonalnie do ilości słońca na zewnątrz. Zaczyna mi się CHCIEĆ wszystkiego. Upiekłam szarlotkę. To nie był pierwszy raz, kiedy użyłam tego przepisu Marty Gessler. Teraz go trochę zmodyfikowałam, ale jeśli zrobicie idealnie taki, jak podano w książce, to wychodzi tak niesamowicie krucha, że rozpływa się w ustach:-) polecam na lutowe popołudnia!

      szarlotka Basi

      Szarlotka Basi ("Nowa Quchnia artystyczna" M. Gessler, A. Kręglicka)

      składniki:

      • 1 kostka masła (200g) i 2 łyżki
      • 1 łyżka proszku do pieczenia
      • 1/2kg mąki
      • 1 torebka cukru waniliowego
      • 1/2 szklanki cukru
      • 2 ugotowane żółtka
      • 2 łyżki tartej bułki
      • 1 surowe żółtko

      środek:

      • 1 i 1/2 kg jabłek
      • 1/2 szklanki cukru
      • 4 łyżki cukru pudru
      • 1 łyżka cynamonu

      *czasem do ciasta dodaję 1-2 łyżki śmietany - wtedy daje się lepiej wałkować. Po zrobieniu tak, jak w przepisie, wyszło mi nieco zbyt kruszące się i wtedy tylko wykleiłam formę ciastem, nie wałkowałam

      **do środka zużyłam tym razem 1 litrowy słoik domowego przecieru z jabłek, który robiłam na jesieni wymieszany z 3 startymi świeżymi jabłkami

      wykonanie:

      Przygotowujemy wysoką formę do tarty lub tortownicę o średnicy 26cm. Zwykle tylko lekko smaruję ją masłem.

      szarlotka Basiszarlotka Basi

      Mąkę przesiewamy, dodajemy cukier, cukier waniliowy, proszek do pieczenia, masło, surowe żółtko i przetarte przez sitko surowe żółtka. Zagniatamy ciasto. Schładzamy w lodówce ok 30 minut. 1/3 ciasta odrywamy i zostawiamy w lodóce. Resztę rozwałkowujemy, przekładamy do formy. Dobrze wyklejamy boki. Posypujemy tartą bułką. Starte na tarce jabłka wymieszane z cukrem i cynamonem rozkładamy na cieście. Pozostałe białka ubijamy z cukrem pudrem na sztywną pianę (tą opcję czasami w ogóle odpuszczam). Pianę rokładamy na jabłkach. Pozostałe ciasto ścireamy na tarce na wierzch szarlotki. Pieczemy w 180ºC ok 50 minut.

      szarlotka Basi

      Posypujemy cukrem pudrem.

      szarlotka Basi

      Pyszna na ciepło i na zimno.

      Smacznego!

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      viqui7
      Czas publikacji:
      środa, 06 lutego 2013 10:28

Wyszukiwarka

Tagi

Autorzy

Kanał informacyjny

Napisz do mnie Durszlak.pl